15 November 2015

weddings are shit




I can't wait to spend the rest of my life with me

Oświadczyny i śluby to marnowanie pieniędzy. Nie rozumiem idei oświadczyn, ślubów i wesel na kilkaset osób. Nie wiem, po co mam wydawać kilka tysięcy na sukienkę i drugie tyle na udekorowanie sali, kościoła i wszystkich innych gówien. Szukając czegokolwiek sensownego w TV, trafiłam na jakiś program, w którym dziewczyna pomagała ludziom w przygotowaniach do ślubu. To, co tam usłyszałam sprawiło, że nie wiedziałam, czy powinnam się śmiać do łez, czy płakać. "Kościół musi być udekorowany, to obowiązek." Ale dlaczego? Przecież to mój problem, może ja chcę brać ślub w surowym kościele, bez żadnych dekoracji. Może ja wielbię minimalizm i nikt nie ma prawa narzucać mi, co powinno być, a czego nie wolno mi robić pod metaforyczną karą śmierci. "Ale jak to auto nie będzie udekorowane? Nie możesz przyjechać pod kościół takim zwykłym autem." A może ja chcę? Jeśli będę chciała to pojadę do ślubu metrem i nikt mi nie może powiedzieć, że robię coś nie tak. Co to w ogóle jest? Narzucanie komuś zasad? Jeśli będę chciała to sama się uczeszę i umaluję i nie będę sypać grubym hajsem fryzjerce i wizażystce, bo sama mam ręce, kosmetyki też. Wszyscy chcą zarobić.


Śluby są do dupy. Jeszcze bardziej do dupy są wesela. Może potrafiłabym zrozumieć ślub, gdzie jedynymi osobami w kościele są narzeczeni i ksiądz, ale jaki jest sens w zapraszaniu miliona osób? Żeby się pochwalić, że bierzesz ślub? Wielkie osiągnięcie. O! Zrobiłeś swoją pierwszą kupkę, zawołajmy całą rodzinę i zróbmy zdjęcie. Według mnie ślub to rzecz bardzo prywatna i nawet, jeśli kiedyś zmieniłabym zdanie (w razie trzęsienia ziemi, końca świata, czy czegoś tam takiego) to na pewno nie chciałabym zapraszać gości na ślub. Ślub ma być dla mnie, a nie dla ludzi. To nie jest parapetówka ani impreza urodzinowa. Wesele to większe gówno niż ślub. Świętujemy to, że powiedzieliśmy "tak"? I wydajemy na to kilkanaście tysięcy? Gdybym ja świętowała to, że powiedziałam "tak", to dawno byłabym bankrutem.

- Poprawia Pani kolokwium w pierwszym terminie?

- Tak.



- Chcesz iść na kawę w weekend?

- Tak.


Ile ja musiałabym wydać na te wszystkie osiągnięcia... W końcu wyartykułowanie tych trzech liter jest osiągnięciem porównywalnym do zdobycia szczytu. Najbardziej śmieszą mnie narzucone tradycje, które mówią, że jeśli robisz coś po swojemu, to robisz to źle. Jeden z moich znajomych napisał na swoim Facebooku kilka lat temu: "Ohajtaliśmy się w domu, przysięgaliśmy prosto z serca własnymi słowami, świadkiem była Jagoda, a na zakąskę zimna pizza. Nieurzędowo ogłaszamy się mężem i żoną!". Może i jestem dziwna i mam niekonwencjonalne poglądy, ale mnie to wzruszyło bardziej niż te wszystkie kościelne bajeczki i wesela z muzyką disco-polo. Nie dość, że tandetne, to jeszcze na pokaz. Sukienka musi być za 15 tysięcy, a nie za 5, bo muszę się pochwalić, że mnie stać, a co!



Chyba jestem dziwna. W wypadku huraganu tudzież tajfunu chcę wziąć ślub na kanapie, ubrana w domowy ałtifit, bez makijażu i mówić przysięgę swoimi słowami. Chyba najważniejsze jest to, żeby rozumieć, co się mówi, a nie powtarzać coś bezsensownie, prawda? Może nie mam racji, ale moje poglądy od zawsze budzą zainteresowanie. Wygłaszając swoje poglądy, słyszałam, że jestem głupia. Może jestem, ale mam swoją idealną wizję własnego życia i uważam, że warto mieć marzenia. To jednak nie zmienia faktu, że śluby są do dupy.


BESOS :*


źródło obrazów: www.tumblr.com & www.google.com

4 comments:

  1. oj tam to taki wyjątkowy dzień, jedyny w życiu i nigdy sie nie powtorzy ;3 ale ja sama nie wiem czy chciałabym wyprawiać wesele bo nie umiem tańczyć xD ps piekne zdjecie pary mlodej ;d

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jesteś jedyną osobą, która komentuje na tym blogu, widać jakich mam czytelników :D To nie jest wyjątkowy dzień. Dzień jak każdy inny, tylko trzeba więcej pieniędzy wydać.

      Delete
  2. Nigdy nie patrzyłam na śluby tak, jak Ty i pewnie nigdy nie będę patrzeć :D
    Ale, po pierwsze: tu chyba nie świętuje się powiedzenia 'tak'. Świętujesz to, że powiększasz rodzinę o kogoś zupełnie z zewnątrz, że jesteś gotowa żyć z kimś i zakładać z nim rodzinę. Pojawia się ktoś nowy, na stałe, na zawsze i to się świętuje.
    Po drugie: skoro ślub ma być 'dla mnie', bo inaczej się wszystkim chwalę, to dlaczego chwalę się tym, że mam urodziny albo zamieszkałam w nowym domu? Czy to też nie powinno być tylko dla mnie? :D We wszystkich tych sytuacjach dzielisz się swoim szczęściem z ludźmi, którymi kochasz i z którymi chcesz się podzielić, mało tego, wiesz, że oni to odwzajemnią.
    OMG, budzi się moja damska wersja Sokratesa, więc czas kończyć :D Więc dodam tylko, że jeśli ten program, o którym piszesz, jest polski, to chyba wiem, o którą dziewczynę chodzi i tu się zgodzę - też za nią nie przepadam :p
    Zobacz, jaki masz teraz komentarz, o! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, program jest z Polski :D No ja mam do tego dziwne podejście, bo urodzin też już nie świętuję, parapetówki też nie robiłam. Dla mnie świętowanie swojego szczęścia jest trochę dziwne, sama nie wiem dlaczego... Ale szanuję to i wiem, że dużo ludzi ma inną opinię niż moja.

      Delete